why… why… why…

Wstęp do prawoznawstwa ostro ssie i bynajmniej mój głos nie jest w tej kwestii osamotniony. Jestem przekonany, że aż 70% studentów I roku jest w stanie bez namysłu przyznać mi rację. Dlaczego nie 100%? Pozostałe 30% to godne pożałowania, dwulicowe, lizusowate szczury, które udają twojego znajomego, a gdy przychodzi co do czego to potrafią wbić Ci nóż prosto w serce!!!

Może mówię tak, bo chcę wyładować frustracje, że studiuje w rodzinnym mieście, a nie tam gdzie pierwotnie zakładałem; że studiuje prawo co do którego nadal mam mieszane uczucia i nie wiem czy to jest to co chcę robić w życiu; że słabo poszła mi matura z języka polskiego i historii; że angielski zdawałem na poziomie podstawowym; że nie wiem czy nie poprawić matury…

Jakby nie patrzeć nie oszukujmy się – mam problem z tym przedmiotem – na ćwiczeniach dosięga mnie taka niemoc intelektualna, że ughrrrr… Postaram się Wam – niewtajemniczonym w zawiłości prawa, wyjaśnić na czym polega fenomen tego przedmiotu.

Parę tygodni temu usłyszałem świetną definicję wstępu do prawoznawstwa – jeden z moich znajomych (Tomasz?!) ujął ją w sposób nadwyraz zwięzły i precyzyjny. Trafność tego sformułowania zaskakuje mnie aż do dzisiaj i skłania do głębokiej refleksji. Rzekł, że:

„Prawoznawstwo jest to teoria teorii”

Chociaż muszę to przyznać z pewną dozą rozczarowania jest to niestety prawda. Jest to teoria w najczystszym słowa tego znaczeniu. Tak pociągająca, że…

To co dzieje się na ćwiczeniach to czysta farsa: mój ćwiczeniowiec (Pani M.) dostaje takiego ślinotoku na zajęciach, tworząc zdania wielokrotnie złożone, że po zajęciach moja notatka to jeden wielki chaos intelektualny. Jak popatrzy ona na mnie tym swoim przeszywającym, władczym, magisterskim (póki co) wzrokiem (z pozoru wydaje się być łatwą i rozwiązłą) to doszczętnie szatkuje mi mój umysł!!! Najprostsza kwestia w jej słodkich, pięknych ustach, urąga do niebotycznego zadania niczym najtrudniejsze zadania z fizyki kwantowej!!!

Nie sposób jest wyrazić mojego zmieszania na tych zajęciach. Kto to przeżył ten wie doskonale o co chodzi!!! Zakończę ten post w “połowie zdania”, bo ogarnęła mnie już nerwica…

edit: zmieniam zdanie na temat prawoznawstwa o 180º – esencja prawa.

0 Odpowiedzi do “why… why… why…”



  1. No Comments Yet

Napisz odpowiedź




Wszelkie teksty będące na tym blogu udostępnione są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.5 Polska. Chyba, że autor postanowi inaczej.

K.K art. 162 § 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.